"Z okazji 50-lecia lotów w kosmos,
wszystkim kosmonautom i sympatykom
kosmosu życzę powodzenia"
Mirosław Hermaszewski
START AKTUALNOŚCI REPORTAŻE BIOGRAFIA GALERIA MÓJ LOT KONTAKT SKLEP
ZALOGUJ MÓJ KOSZYK MOJE KONTO
START >> REPORTAŻE
2010-04-29

Mirosław Hermaszewski - Naprawdę byłem ponad marzeniami.

Mirosław Hermaszewski jest osobą, która na trwałe wykształciła w wielu miłość do latania, do przestworzy.
Te dzieci, które w czasie, gdy był On w kosmosie, marzyły o podróżach podniebnych, to dziś już kolejne pokolenie wspaniałych pilotów. Te dzieci uwierzyły, że niemożliwe może stać się możliwe. A nazwisko Hermaszewski już na stałe wpisuje się w historię Polski.
To On jako jedyny z Polaków pamięta, jak pachnie Kosmos... To zapach spełnionego młodzieńczego marzenia i ... - poniżej przedstawiamy rozmowę Łukasza Winczury z brytyjskiego tygodnika "Express Polish" z gen. pilotem Mirosławem Hermaszewskim o podboju kosmosu i przyszłości kosmonautyki.

Panie Generale, czy wiek XXI będzie nadal epoką podboju, poznawania kosmosu, czy też czasem jego eksploatacji?

-...

No, ten wiek już się zaczął. Wie Pan, porównując do tego, co przeszliśmy, to nad morzami panujemy już dość długo, ale ciągle stanowią one dla nas tajemnicę. Tajemnicę stanowi las, tajemnicę stanowi wnętrze Ziemi, tajemnicę stanowi przyroda w ogóle.
Także kosmos. Myślę, że jeszcze długo będziemy go poznawali, a o tak zwanym opanowaniu kosmosu mogą mówić tylko poeci.

Jak dużo dziś wiemy o kosmosie i czy tę wiedzę da się w ogóle zmierzyć?

- Nie, to jest niedefiniowalne, bo kosmos jest bezkresny, ogromny, niezmierzony... Natomiast my w zasadzie to tylko dotknęliśmy kosmosu. Przypomnę, rozmiary wszechświata - a to jest pojęcie synonimiczne względem kosmosu - to jest dwanaście, a niektórzy uczeni mówią czternaście, a nawet piętnaście miliardów lat świetlnych. Czyli tyle czasu leci ten promień świetlny. Ze Słońca...

do Ziemi ten promień leci 8 minut, do najdalszej planety, czyli do Plutona, sześć godzin, a do gwiazdy Alfa Centauri już trzy i pół roku. A my jako ludzie, dolatując do Księżyca, byliśmy na odległości jednej sekundy lotu tego promienia. To jest bardzo blisko, ale jednocześnie bardzo daleko. I rodzi się czasem takie pytanie - to gdzie jest miejsce ludzi? Odpowiem krótko - tu, na Ziemi i wokół Ziemi. Myślę, że poza Układ Słoneczny się nie wybierzemy. Przynajmniej moja wyobraźnia aż tak daleko nie sięga. Oczywiście są plany, marzenia, niektóre nawet realne i trzymam za to kciuki, żeby niebawem, czyli w ciągu najbliższych piętnastu lat, człowiek postawił stopę na Marsie.

Ktoś zapyta: a po co tam poleci?

- Z tej samej przyczyny, dla której poleciał na Księżyc, z tej samej przyczyny, dla której kiedyś przepłynął rzekę, bo go interesowało,...

co jest za tą rzeką. Poleci z tej samej przyczyny, dla której szukał drogi do Indii i z tej samej przyczyny, dla której młody człowiek zawsze stara się zobaczyć: a co jest dalej za moim podwórkiem, za moją ulicą, za moim miastem... To jest ta odwieczna chęć poznania. Wydaje mi się niezwykle cenne, że posiadamy w sobie taką niepokorność.
I kończąc poprzedni wątek, ponieważ myślę, że jesteśmy częścią przyrody, częścią Ziemi, to ja sobie nie wyobrażam, żebyśmy mieli się rodzić gdzieś indziej niż poza Ziemią, żyć gdzie indziej niż poza Ziemią i udawać, że jesteśmy Ziemianami. To niemożliwe.

Czy penetracja kosmosu w naszym stuleciu ograniczy się jedynie do badań Księżyca, Marsa, czy też ciekawość naukowców podąży w stronę Saturna, Uranu, jeszcze dalej...?

- Wie Pan, my już sięgnęliśmy tego głębokiego kosmosu. Bo ja Wszechświat...

rozumiem tak: nasz Układ Słoneczny - jest pierwszym stopniem kosmosu; my jesteśmy w składzie galaktyki - i to jest ten drugi stopień, zaś trzeci stopień - to są skupiska galaktyk, a więc cały Wszechświat. My, ludzie, wyszliśmy już poza nasz Układ Słoneczny, bo przecież dwa próbniki amerykańskie Voyager już przez wiele lat penetrują ten daleki kosmos, są daleko, daleko poza orbitą Plutona i otrzymały taką ogromną prędkość, że wyrwały się spod kurateli Słońca i wędrują gdzieś w bezkresie kosmosu. Myślę, że człowiek zapragnie postawić nogę na Marsie - przedtem wróci na Księżyc, bo Księżyc będzie potrzebny do realizacji tej misji - ale nie sądzę, żebyśmy próbowali wypraw na inne planety. Natomiast na ich księżyce - z pewnością tak. Ale przewiduję raczej, że będą to robiły automaty, stacje czy zaprogramowane pojazdy. Co nie zmienia faktu, że chęć człowieka, żeby...
tam być, będzie naprawdę duża. To będzie coś nieokiełznanego. Jak pan wie, już nawet turyści za gigantyczne pieniądze próbują sięgnąć kosmosu. Zatem mamy gdzieś w sobie tę iskierkę, ona tli się w nas - żebyśmy nie ustawali na tym, co już osiągnęliśmy.
Nie chcę powiedzieć, że już w tym wieku wrócimy na Księżyc, polecimy na Marsa i kropka. Bo człowiek jest tak niepokorną duszą, że kiedy coś osiągnie, to będzie myślał dalej. I za pięćdziesiąt lat, kiedy pan ponowi ten wywiad już pewnie z kimś innym, to wizja, o której teraz mówię, będzie już pewnie zupełnie inna.

Zatem co to znaczy "być w kosmosie"?

- W naszym środowisku kosmonautów i astronautów mamy taką organizację, do której przyjmiemy każdego, podkreślam, każdego nieprofesjonalnego astronautę czy kosmonautę, ale pod pewnymi warunkami....

Nie może on polecieć lotem suborbitalnym, czyli takim, że na chwilę wyleci poza atmosferę i wróci lotem balistycznym. Musi wykonać minimum jedno okrążenie wokół Ziemi.
Czyli: osiągnąć pierwszą prędkość kosmiczną - 7,9 kilometra na sekundę, po drugie - przeżyć przez 90 minut, bo tyle trwa obieg satelity wokół Ziemi.

Co przeżyć? To, że zobaczysz wtedy wschód i zachód Słońca. Będziesz widział noc i dzień, czyli de facto za 90 minut przeżyjesz cała dobę. Ale mając na uwadze fakt, że lata się po orbitach nachylonych do równika pod jakimś tam kątem - to raz będziesz na północy, przetniesz równik, pójdziesz na południe i za te 90 minut zobaczysz też wszystkie cztery pory roku. Umownie przeżyjesz rok.
A jak sobie zdasz sprawę, że będziesz przelatywał gdzieś nad Azją, Syberią, Kamczatką, nad Oceanią, Ameryką...

jedną i drugą i lecąc nad Antypodami - przypomnisz sobie, że w Australii czy Nowej Gwinei żyją ludzie, którzy nie rozumieją dzisiejszej cywilizacji. Ba, nawet się z nią nie zetknęli i żyją w epoce kamienia. Tylko że jedno jest pewne. Wiem, że oni żyją szczęśliwie, chociaż nie zajmują się kosmosem...

Jak kosmos i technologie kosmiczne są obecne w naszym życiu codziennym?

- O, ten minidysk, na którym Pan nagrywa, ta komórka, z której przed chwilą rozmawiałem. Za chwilę pojadę do domu i będę smażył jajecznicę na teflonie.

To jest naprawdę duże spektrum... Ale trudno jest przypisać coś konkretnie wyłącznie technice kosmicznej. Wie pan, pamiętam, jak wielu pytało: no i co dał ludzkości ten lot na Księżyc? Poleciało kilku facecików, przywieźli trochę kamienia i gruzu księżycowego. Być może niewiele nam to dało z punktu...

widzenia nauki. Ale przy okazji przebadano i wprowadzono za czas jakiś setki nowinek technicznych. Poznano nowe zjawiska. Nie można zatem mówić o takich bezpośrednich korzyściach. Dalej, proszę popatrzeć jak rozwinęła się teledetekcja, czyli obserwacja, analiza geologiczna powierzchni Ziemi, mórz, oceanów, wszystko to, co jest związane z meteorologią. Nie wszystko zrobi automat. Ludzkie oko jest bardziej precyzyjne, a człowiek jest elastyczny w działaniu. Maszynę natomiast pan zaprogramuje i nie zwróci ona uwagi na coś, co nas zaintryguje i zaciekawi. Idźmy dalej, rozwój nawigacji, medycyny kosmicznej - tych dziedzin jest bez liku. Wspomniałem o tej nawigacji. Może to dla nas odległe słowo, ale przecież statki na morzu muszą się jakoś orientować, takoż i samoloty. Ale już w samochodach pojawiły się systemy GPS, które nie tylko stanowią ciekawostkę i gadżet dla leniuchów,...
którzy nie chcą znać swojego miasta czy dla wygodnych, którzy chcą się szybko poruszać w obcym mieście. Ale to także sprawa bezpieczeństwa, bo możemy wiedzieć, gdzie jest karetka pogotowia, straż pożarna i dyspozytor może dobrze tym pokierować. I tak na dobrą sprawę, jak będziemy się obawiali o bezpieczeństwo własnych dzieci, to też, dzięki temu systemowi dyskretnie będziemy mogli je "śledzić". Wachlarz jest bardzo szeroki i temat nie do wyczerpania przez cały dzień rozmowy.

Był Pan Twardowski w kosmosie, był tam także Mirosław Hermaszewski. A kiedy następni Polacy polecą do gwiazd?

- O, ten Twardowski to muszę panu powiedzieć, że bardzo mnie zaintrygował. Miałem przed wyprawą jego postać zrobioną przez artystów z Cepelii. Był przepiękny, ubrany w polski strój szlachecki. Niestety, był za duży, żeby móc go zabrać w kosmos. Ale...

kiedy na orbicie zajrzałem do rzeczy, które mi żona spakowała, była tam między innymi pierwsza strona mojej ulubionej książki.

I żona napisała na niej coś w tym sensie, że bardzo mi życzy szczęśliwego wykonania lotu, tylko żebym nie zrobił takiego numeru jak Twardowski, który uciekł przed własna żoną w kosmos na kogucie (śmiech). A co do następców. Kiedyś prasa rozpisywała się, że był w kosmosie jakiś Polak, ale z tego, co wiem, to po polsku umiał on powiedzieć: bigos i kiełbasa. Ale oczywiście to dobrze, że przyznawał się do korzeni, chociaż za chwilę dodawał, że jest Amerykaninem polskiego pochodzenia.
Ale takich kosmonautów mających polskie korzenie znam bardzo wielu. To jest Aleksiandr Sieriebrow z Rosji, którego mama nazywała się Kuligowska i była sanitariuszką w czasie wojny - on był cztery razy w kosmosie. To jest Carl Bobko, który...

trzy razy był w przestrzeni, John Fabian - dwa loty - którego dziadek był też Polakiem. Dalej, Franz Viehbock, Austriak, którego matka była Polką. To jest czterokrotny kosmonauta John Parazynski, James Pawelczyk. Tak, że tej polskiej krwi to w kosmosie już pokrążyło...

No tak, ale mnie chodzi o Polaków z krwi i kości.

- To już nie do mnie pytanie. Być może znajdzie się ktoś, kto wyasygnuje parę groszy i poleci jako turysta. I też będzie fajnie - to będzie dla mnie kolega-astronauta. Oczekuje tego już prawie trzydzieści lat.

A Pan się nie wybiera? Przecież wiek to nie jest już bariera - John Glenn miał 77 lat, gdy poleciał w kosmos. Panu jeszcze trochę do tych lat brakuje.

- No tak, wiek nie jest barierą, ale trzeba patrzeć realnie. Wie pan, śnią mi się takie sceny, że znów wsiadam, że znów lecę, że coś tam zapomniałem,...

że zrobię coś lepiej niż poprzednio... I powiem panu, że często mam takie sny. Niektórzy mówią, że marzenia się spełniają. Ale nie wiem, czy jedno marzenie może się spełnić dwa razy.
Ja marzyłem, żeby w życiu być blisko lotnictwa. Byłem i jestem. Później marzyłem, żeby latać na szybowcach - spełniło się. Później na samolotach - spełniło się. Później chciałem być pilotem wojskowym - zostałem. Chciałem latać na naddźwiękowcach - latałem i to na najnowszych, jakie wówczas były. Chciałem być wysoko ponad chmurami - byłem nawet na 21000 metrów z hakiem na MIG 21.
Ale ja naprawdę nigdy nie marzyłem, że będę w kosmosie, bo w życiu jestem realistą. Mogę panu powiedzieć, że moje marzenia się spełniły. Nawet więcej - tak naprawdę, to ja byłem ponad marzeniami.

"Kiedy tam byłem, to miałem wrażenie, że...
ktoś tam jest i stale nas podgląda" - tak Pan powiedział w jednym z wywiadów...

- Tak jak tu siedzę z Panem i tym mikrofonem, to czuję, że nie tylko my dwaj tu jesteśmy, ale jeszcze coś.

Poznamy ich w naszym stuleciu?

- Może nawet prędzej, bo taka szansa jest w każdej chwili. Może za dziesięć lat, a może jutro, a może... kiedyś. Ale ja liczę, że i tę zagadkę potrafimy rozwiązać.
I życzę panu, żeby pan był pierwszym, który z takim facecikiem przeprowadzi wywiad.

Źródło:
http://www.samoloty.pl

ktoś tam jest i stale nas podgląda" - tak Pan powiedział w jednym z wywiadów...

- Tak jak tu siedzę z Panem i tym mikrofonem, to czuję, że nie tylko my dwaj tu jesteśmy, ale jeszcze coś.

Poznamy ich w naszym stuleciu?

- Może nawet prędzej, bo taka szansa jest w każdej chwili. Może za dziesięć lat, a może jutro, a może... kiedyś. Ale ja liczę, że i tę zagadkę potrafimy rozwiązać.
I życzę panu, żeby pan był pierwszym, który z takim facecikiem przeprowadzi wywiad.

Źródło:
http://www.samoloty.pl

POLECAM