"Z okazji 50-lecia lotów w kosmos,
wszystkim kosmonautom i sympatykom
kosmosu życzę powodzenia"
Mirosław Hermaszewski
START AKTUALNOŚCI REPORTAŻE BIOGRAFIA GALERIA MÓJ LOT KONTAKT SKLEP
ZALOGUJ MÓJ KOSZYK MOJE KONTO
START >> REPORTAŻE
2015-10-15

Reportaż Stanąć ponad marzeniami - UWAGA TVN! 4 października 2015 / 19:45

http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/stanac-ponad-marzeniami,181317.html

Do Wrocławia, gdzie się spotykamy, przylatuje z żoną i psem. Mówi, że na Dolnym Śląsku czuje się jak u siebie. Jego rodzina pochodzi z Lipnik na Wołyniu. W 1943 roku, w pogromie urządzonym tam Polakom przez Ukraińców, zginął między innymi dziadek i ojciec małego Mirosława. On sam otarł się o śmierć. Po drugiej wojnie światowej Mirosław z matką i sześciorgiem starszego rodzeństwa trafił właśnie do Wołowa niedaleko Wrocławia. Na Dolnym Śląsku spędził dzieciństwo i młodość. - Zawsze interesował się techniką. Już w przedszkolu uwielbiał się przyglądać jeżdżącym parowozom. A kiedy poszedł do szkoły, wszystkie...
marginesy w zeszytach były zamalowane różnego typu samolotami – opowiada siostra Hermaszewskiego, Sabina Czapiga.
 
W swoim „kalendarzu lotniczym” młody Mirek zanotował datę, kiedy Rosjanie wystrzelili pierwszy sputnik. – Gdy Gagarin poleciał w kosmos, pojawiło się u mnie kosmiczne marzenie: zobaczyć kiedyś prawdziwego kosmonautę – wspomina Hermaszewski.
 
Dziś w LO im. Kopernika w Wołowie jest aula jego imienia. A Barbara Kołodziej, dyrektorka szkoły, uzasadnia wybór: - To człowiek, który stanął ponad własnymi marzeniami.
 
Ze wspomnień samego Hermaszewskiego wynika, że kiedy był jeszcze uczniem tutejszej szkoły, nie wszyscy nauczyciele wierzyli w jego możliwości. – Mówili mi: „Gdzie ty, sieroto taka, pilotem chcesz być?!” – opowiada.
 
Kiedy,...
jako młody chłopak, stanął przed komisją w szkole orląt w Dęblinie, na linoleum zostawił krwawe ślady stóp. – Mnie było żal butów i na stadionie biegłem boso 1500 metrów. Ale przybiegłem pierwszy! Oni to zobaczyli i mówią do siebie: „Trzeba go odkarmić”. Odkarmili i szkołę wojskową skończyłem, jako prymus – opowiada generał.
 
Jak informowała polska kronika filmowa Mirosław Hermaszewski został wybrany do lotu w ramach radzieckiego programu Interkosmos spośród kilkudziesięciu Polaków. Przygotowania zajęły 2 lata. Lot trwał 8 dni - od 27 czerwca do 5 lipca 1978 roku. Rakieta Sojuz-30 z Hermaszewskim i jego dowódcą Piotrem Klimukiem połączyła się ze stacją orbitalną Salut-6.
 
Czy jak się tam wleci, człowiek się czuje, jakby był prawie Bogiem?
 
-...
Były różne etapy: na orbicie czułem się kimś bardzo silnym. Myślałem: „Nas, Polaków jest 35 milionów, a tu jestem ja jeden!” Jeden z niewielu, 89 człowiek, który to widzi. Ale za chwilę powiedziałem sobie: „Spokojnie! Kim ty jesteś! Tysiące ludzi pracuje na to, żebyś ty się tu znalazł!”. I wtedy czuje się małość człowieka w zestawieniu z bezmiarem kosmosu. Podobno niektórzy zapadają po locie na chorobę gwiezdną, ale mnie podobno to ominęło – mówi Hermaszewski.
 
Emilia Hermaszewska - od pięćdziesięciu lat żona generała - wspomina, że dla niej najtrudniejszy moment, to było oczekiwanie na powrót męża. Zamartwianie się, czy uda się bezpiecznie wylądować. – Ale u Rosjan jest taki zwyczaj, że kiedy leci mąż, wszyscy kosmonauci przychodzą do żony i jest przyjęcie. I wtedy człowiek...
nie myśli, co się dzieje z mężem, bo musi się zająć gośćmi – opowiada Emilia Hermaszewska.
 
Po powrocie z kosmosu jej mąż stał się jednym z najpopularniejszych Polaków. Został komendantem szkoły orląt w Dęblinie i zastępcą dowódcy sztabu wojsk lotniczych. Władze PRL-u chętnie to wykorzystywały. Został między innymi powołany w skład Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego administrującej krajem w stanie wojennym. Po zmianie ustroju był z tego powodu dyskredytowany. Próbowano usunąć go z wojska. – Najbardziej mi było smutno z tego powodu, że nie wykonałem lotu pożegnalnego. Napisałem o tym do ministra obrony narodowej, Jerzego Szmajdzińskiego. On natychmiast zareagował i już będąc cywilem zrobiłem taki lot. Był fantastyczny! Jak pamiętam pierwszy lot na szybowcu: trwał 3 minuty a mogę mówić o nim pół godziny, tak samo...
dobrze pamiętam ten ostatni, pożegnalny lot na MIGu 29 – opowiada generał.
 
O samolotach wciąż mówi z ogromnym sentymentem, zachwytem. Jednak na pytanie, co dziś zajmuje go najbardziej, odpowiada: - Przede wszystkim trzeba się nacieszyć wnukami. Tego nigdy nie dosyć. To fantastyczne.
 
Emilia i Mirosław Hermaszewski dwa dni temu świętowali 50 rocznicę ślubu.

Źródło "TVN UWAGA!" 4 października 2015 / 19:45
dobrze pamiętam ten ostatni, pożegnalny lot na MIGu 29 – opowiada generał.
 
O samolotach wciąż mówi z ogromnym sentymentem, zachwytem. Jednak na pytanie, co dziś zajmuje go najbardziej, odpowiada: - Przede wszystkim trzeba się nacieszyć wnukami. Tego nigdy nie dosyć. To fantastyczne.
 
Emilia i Mirosław Hermaszewski dwa dni temu świętowali 50 rocznicę ślubu.

Źródło "TVN UWAGA!" 4 października 2015 / 19:45
POLECAM